2 marca 2011

Brain fried tonight through misuse

Moja klatka
Piotrkowska koło Żwirki




     Powyższe zdjęcia pokazują tę samą vlepkę. W pierwszym przypadku szkoda mi było tylko naklejać jej tam gdzie nikt by nie zobaczył i z pewnością zostałaby szybko odklejona. Prawda jest jednak taka, że narysowałem to z myślą o tych drzwiach. Zaobserwowałem ostatnio, że moim sąsiedzi wyraźnie potrzebują blokowego twittera albo facebooka bo uwielbiają informować wszystkich o wszystkim informacjami przyklejonymi na ścianie. Ta dyskusja, którą możecie oglądać dotyczy małego parkingu który jest na podwórku mojego bloku. Mieści on najwyżej 5 samochodów. Problem polega na tym, że do południa na placu parkuje swojego mercedesa właściciel biura które jest na parterze co powoduje wieczne problemy i awantury o miejsce parkingowe. Dochodzi do tego, że sąsiedzi czekają z wyjazdem do pracy na jego przyjazd, żeby mieć pewność, że ich miejsce nie zostanie zajęte. Wydaje mi się to tak abstrakcyjne że musiałem to jakoś skomentować nie narażając się jednocześnie na zemstę w postaci karteczek na moich drzwiach (co zdarzyło się już mojej koleżance, która za dużo pyskowała starszym paniom).
     Wracając do tematu informacji. Pierwsza, która mnie zafascynowała była zaadresowana do gospodyni budynku. W wielce mądrych słowach poinformowano tam wspomnianą gosposię, żeby posprzątała liście Fikusia (standardowej roślinki obecnej na każdej klatce) jak będzie myła podłogi. Problem jest taki, że podłogi u mnie w bloku są myte raz na 2-3 tygodnie. I te liście tam tak leżały bo pani nadawczyni kartki nie chciało się zebrać liści roślinki, którą się opiekuje (nota bene podobny problem co z psami). O ile byłoby piękniej gdyby można było na osiedlowym twitterze napisać "@gosposia uprasza się o posprzątanie liści na 2 piętrze" na co gosposia odpowiedziałaby "@upierdliwa_baba_spod_6 sama se posprzątaj".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz