28 lutego 2011

I'm the bomb

Naprzeciwko komendy głównej policji w Łodzi ul. Sienkiewicza
     Dzisiaj nad ranem czasu Europejskiego w Los Angeles rozdano Oskary. Ten rok w kinie był wyjątkowy z kilku względów. Nie będę się tutaj rozpisywał nad ilością dobrych filmów, i błędami akademii w głównych kategoriach, gdyż wiele już zostało powiedziane i prawdopodobnie magazyny i dodatki filmowe przeanalizują ten temat dokładniej niż ja mógłbym to zrobić tutaj. Niemniej chciałbym wspomnieć o pewnym filmie, który interesuje mnie (i prawdopodobnie Was, ponieważ odwiedzacie tę stronę) najbardziej ponieważ dotyczy pośrednio tego co robię tutaj. Mowa oczywiście o 'Exit through  the gift shop' Banksy'ego. Kto nie widział niech obejrzy albo przeczyta chociaż bardzo dobre streszczenie dostępne na IMDB.
     Film kandydował w kategorii dokumentu. Od początku jednak powodował dyskusje czy jest to właściwa kategoria. Banksy zadał w swoim filmie zasadnicze pytanie czy da się stworzyć coś z niczego. Do dziś nie wiemy czy wszystkie fakty przedstawione w filmie nie są wielką, gigantyczną mistyfikacją o skali światowej. Czy jego film nie jest kolejnym ironicznym komentarzem do współczesnej sztuki przeprowadzonym nie w na taśmie filmowej a w rzeczywistości? Jednocześnie brytyjski artysta ucieka od gatunku mockumentary i trzyma się wyraźnie ram klasycznego filmu dokumentalnego (przedstawiając w nim, co ważne, historię wciągającą bardziej niż duża część filmów fabularnych). Prezentuje nam fakty (mówię fakty gdyż łatwo sprawdzić w prawdziwość podawanych informacji w internecie), które jednak pozostawiają nas w wątpliwości czy nie jesteśmy oszukiwani. Doprowadza do zatarcia granicy między klasycznymi pojęciami literackimi "prawdziwe" i "prawdopodobne".
     Te wszystkie argumenty przemawiały za tym by nagrodzić Banksy'ego Oskarem za jego dzieło. Pomijam oczywista kwestię, że nagroda ta byłaby wspaniałym zwieńczeniem ironicznej wizji zaprezentowanej w 'Exit through the gift shop'. Tak się jednak nie stało. Akademia w dobie kryzysu na rynkach finansowych postanowiła nagrodzić film o bankierach. Przedkładając tym samym zaangażowany dokument nad dzieło posuwające gatunek do przodu i zadające pytania ważne dla współczesnej sztuki. Osobiście uważam to za dość smutną wiadomość, pokazującą, że sztuka i inteligencja powoli stają się coraz mniej ważnymi wartościami w naszym świecie. Wartościami, które nie interesują mediów (bo o publiczności nie można tego powiedzieć widząc pełne sale kinowe na seansach wspomnianego filmu) bo są zbyt mało sensacyjne. nie zrozumcie mnie źle: 'Inside job' to kawał dobrej dziennikarskiej roboty. Jednak czy to właśnie tutaj nie przebiega granica między filmem (sztuką) i telewizją (dziennikarstwem)?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz